1. rozmiar:
Wygląda świetnie, ale jest to miniaturka. Oczywiście, wystarczy na długo, ale nie ma powodu licytować jej tak, jak licytowałoby się pełnowymiarowy kosmetyk.
2. tester:
Z tych trzech, gdybym już miała coś wybrać, rozważyłabym ten pierwszy - bo jest w plastikowym pudełku i mogę mieć jakąś nadzieję, że nikt go nie dotykał łapami. Będziecie to potem kłaść w okolice oczu, więc warto o tym pomyśleć.
3. wygląd opakowania:
Nie pamiętam teraz dokładnie, ile lat temu Dior zmienił opakowania z niebieskich na ciemnogranatowe, ale na pewno było to na tyle dawno, żebym nie chciała sprawdzać, jak trzymają się cienie z takiego starego opakowania.
4. towarzystwo na zdjęciu
5. opakowanie:
Z przodu wszystko gra - jest numer koloru, wszystkie napisy, kolorystyka się zgadza, ale z tyłu mamy naklejkę z numerkiem "4". Nie ma takiej numeracji w piątkach Dior, zawsze jest to numer trzycyfrowy - jak na przedzie pudełka. Tutaj akurat skopiowali 549, czasem kopiują inny numer, bo kolorystyka jest już dowolna. Pokazywałam takie cienie tu i tu.
6. dostępność na www Dior:
Najprościej sprawdzić, czy Dior obecnie takie cienie oferuje - tutaj. Jasne, w ten sposób omija nas sporo limitowanek z poprzednich sezonów, ale jeśli wie się, jak wygląda limitowanka, to i wie się, że nikt nie będzie jej sprzedawać za 1/5 ceny.
O cenie nie piszę, bo to już wiecie na pewno: graniczy z niemożliwością, żeby ktoś miał kilka(naście) egzemplarzy takich samych cieni albo różnych wariantów cieni i sprzedawał je z zyskiem za 1/4 ceny sklepowej. Ceny sklepowe można sprawdzić choćby na stronie Douglas.
Udanych zakupów. I pamiętajcie - zawsze możecie do mnie napisać z wątpliwościami na podrobkowowielkie@gmail.com. Załączcie zdjęcia, link do oferty etc.









2 komentarze:
na allegro "diorow"jest wysyp ;)
Wolę kupić w perfumerii, gdzie wiem, że jest oryginał, a nie jakaś tania podróba, po której wyjdzie mi uczulenie.
Prześlij komentarz